Jesteś tutaj

Agnieszka Osiecka. Lubię farbować wróble

Agnieszka Osiecka. Lubię farbować wróble

bibliotekarze_polecają_post_6.jpg

Pokolorowany świat Agnieszki Osieckiej

W obecnej sytuacji, wiążącej się z ograniczeniem przestrzeni przez większość czasu do czterech ścian i kontaktów „wirtualnych”, jedną z rozrywek jest książka. I tak rodzi się pytanie po co sięgnąć?

Wybór jest duży, ale nastrój powszechnego zagrożenia sprawia, że nie każda książka jest dobra na ten czas. Jednym z tytułów, które można z czystym sumieniem polecić jest rozmowa a właściwie „nigdy-nie przeprowadzona rozmowa”  Violetty Ozminkowski z Agnieszką Osiecką „Lubię farbować wróble”. Książka ta przenosi czytelnika w inną rzeczywistość, niekoniecznie łatwiejszą i bez zagrożeń. Wszak czasy stalinowskie i późniejsze lata komunizmu nie były wolne od prześladowań, ograniczeń i walki o przetrwanie. Doświadczyła tego też bohaterka książki – Agnieszka Osiecka, która była, jako umysł niezależny, „czarną owca” na studiach dziennikarskich. Ograniczono jej wolność zabierając paszport. Śledzono jej kontakty zagraniczne, próbując zdobyć jak najwięcej informacji o paryskiej „Kulturze”. Jednak, może to dlatego, że to już przeszłość, a może dlatego, że Osiecka była poetką i kobietą przede wszystkim zatopioną w sprawy dotyczące ludzi wokół niej, książkę czyta się lekko, wpadając głęboko w artystyczne środowisko tamtych lat.

Przez życie  poetki przewinęła się cała plejada wspaniałych artystów. Byli to poeci starszego, jeszcze przedwojennego pokolenia jak Antoni Słonimski czy Adam Ważyk, który miał swój wkład w rozwój Osieckiej jako poetki, ale też pokoleniowo jej bliższy Hłasko,  ważny także prywatnie. Do  grona wspominanych w książce  należą także autorzy muzyki jak  np. Adam Sławiński, wstydzący się nieco swoich „estradowych kawałków”, czy Komeda, którego słowa: „Agnieszka! Musisz wrócić. Przecież ty jesteś częścią pejzażu polskiego” - wpłynęły na jej powrót z Ameryki do kraju. W czasach swoich studiów reżyserskich poznała Andrzeja Wajdę, z którym pracowała tylko przez krótką chwilę, ale dzieliła także wspólnotę w „uciekaniu od siebie”- w bieg przed siebie, gdy nie można już zapanować nad kaszlem (Wajda) czy zapętlenie w daną rzeczywistość, nudę (Osiecka). Jej wspomnienia wydobywają z przeszłości początki kariery wykonawców jej piosenek np. Marylę Rodowicz oraz jednocześnie twórców muzyki i wykonawców: Andrzeja Zielińskiego, Seweryna Krajewskiego i innych. Znajdziemy tu także wątki trójmiejskie: jej staż w „Głosie Wybrzeża” i historię kabaretu „Bim-Bom”, z przepiękną opowieścią o Zbyszku Cybulskim i Bogumile Kobieli.

„Lubię farbować wróble” to także bardzo prywatny, autobiograficzny portret Agnieszki Osieckiej. Wspomina o swoich rodzicach i trudnym dorastaniu w atmosferze ich niedopasowania. Dowiadujemy się o wpływie ojca na jej rozwój i zdobywane umiejętności: naukę kilku języków, poznawanie muzyki i środowiska muzycznego z kręgu ojca, a także rozwój fizyczny: pływanie, tenis. Są też obecne w tej książce jej, w większości trudne, związki i małżeństwa. W swoich wypowiedziach Osiecka jest bezpośrednia i autokrytyczna: „Każdy siwy włos na mojej głowie wyprodukowałam osobiście. Po prostu w cos brnę, dokądś gnam i nie rozpoznaje po drodze znaków ostrzegawczych” i „Nie moje otoczenie jest okropne, tylko ja jestem okropna. Bo ja jestem niecierpliwa. Dlatego wiele bardzo poważnych związków w moim życiu sama uszkodziłam.” Stawia siebie sama w tzw. „drugim rzędzie”, chociaż jej teksty, a zwłaszcza teksty piosenek znane są powszechnie. Przez tę swoją niedoskonałość staje się jeszcze bliższa czytelnikowi, taka swojska. Jak sama powiedziała: „pociągają mnie rzeczy zwykłe, może nieraz nawet umykające ludzkiej obserwacji – raz będzie to kamień w jeziorze, innym razem monotonna płaszczyzna wody czy zwierzak w lesie.”

Może to jest recepta na czas przymusowego ograniczania się co do przestrzeni i ludzi wokół: dopatrzmy się dobra, poezji w zwykłych, małych rzeczach i gestach. Zatopmy się w światach dostępnych książek. Jeżeli to możliwe sięgnijmy po książkę o Agnieszce Osieckiej, która powstała z wypowiedzi zawartych w jej książkach oraz wywiadów (1964-1997) opracowanych, uporządkowanych i uzupełnionych zdaniami, czasami pytaniami, których Violetta Ozminkowski nigdy nie miała szansy zadać. Nie zmienia to faktu, że  brzmią jak prawdziwie!  Jeżeli jest to chwilowo poza naszym zasięgiem, albo nie wpisuje się w nasz obecny nastrój, to może posłuchajmy jednej z jej piosenek, albo przeczytajmy wiersz?

Jolanta - moderator DKK w Bibliotece Manhattan WiMBP