Jesteś tutaj

Spotkania z poezją. Ewa Pilipczuk

/
Data wydarzenia: 
31.10.2020

Spotkania z poezją. Ewa Pilipczuk

Konsultacje oraz wieczory poetyckie, podczas których spotykaliśmy się w Bibliotece Oliwskiej, z powodu panującej w kraju sytuacji uległy zawieszeniu ale świat poetycki nie przestał tętnić życiem! Co jakiś czas będą tu mogli Państwo znaleźć fragmenty twórczości członków Gdańskiego Klubu Poetów.

EWA PILIPCZUK, lublinianka od urodzenia. Ukończyła Wydział Prawa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Autorka dwóch tomików wierszy: „Impresje codzienne”, wyd. Usługi Badawcze i Wydawnicze Rafał Brzeziński, Brodziszów 2014 r., oraz „Po wpół do”, wyd. PRINT-LAND, Złotokłos 2017 r. Współautorka kilkudziesięciu antologii i almanachów, w tym m. in.: „Antologii Poetów Polskich 2016”, „Antologii Poetów Polskich 2017”, Antologii Poetów Polskich 2018”, „Antologii Satyry i humoreski” oraz „Antologii Limeryków Kosmatych Seks w pewnym mieście” - wydanych przez wydawnictwo Pisarze.pl. Zdobyła III miejsce w Turnieju Jednego Wiersza „Mosty Słów” II Zlotu Poetów w Łodzi,  zorganizowanego pod auspicjami Związku Literatów Polskich Oddział w Łodzi oraz wyróżnienie w Ogólnopolskim i Polonijnym Konkursie im. Leopolda Staffa w 2019 r. Jej wiersze drukowane są również w periodykach literackich, m. in. w e-Dwutygodniku „Pisarze.pl.”, „Nowe Myśli” i „Dominik Turobiński”. Kilka wierszy zostało wykorzystanych jako teksty piosenek wykonywanych przez zespół Piotra Rogali-”Rogalika”, piewcy Bieszczadów. Jest członkiem Stowarzyszenia Autorów Polskich Warszawski Oddz.II.
W przygotowaniu trzeci tom wierszy.


 

Metamorfozy okienne

 

Z okna niskiego parteru na Czwartaków

można było zeskoczyć na ulicę

nawet jak się miało pięć lat

z lalką na rękach żeby jej się nic nie stało

uśmiechać się do wróblich igraszek w kałużach
wyglądać powrotu jaskółek

 

gdy sypał leciutki śnieg

zza firanki wyświetlały się bajki
o królowej śniegu
i dziewczynce z zapałkami
w marcu stare klony w seledynowym szyku
maszerowały do wiosny
wieczorne chmury były ciemnosiwe

i daleko od domu

pod klonami
słońce wyzłacało główki mleczy

po drobnym deszczu

pachniała majowa zieloność

w październiku rozgwarzał się jarmark

z wyprzedażą karminów i pąsów

a mała zmęczona gwiazda

zawsze mówiła dobranoc

 

lalce rozpruło się dzieciństwo

jak znoszona sukienka

klony wstąpiły do nieba per tartak

nie zmieściły się w blejtramie blokowiska
dziewczynka zeskoczyła w świat

a w oknie mytym jej marzeniami

zawisł szyld „zakład fryzjerski”
z puentą „nieczynne” 

 


Wracam 

(Rodzicom)

 

Tornister był pełen waszych ciepłych rąk

na zeszytach staranie obłożonych

na piórniku i śniadaniówce w kwiatki

wszystko pachniało kochaniem

 

buciki sznurowane krawężniki wysokie

przy kocich łbach zawsze szły z nami

a później poszły donikąd razem z turkotem furmanek

tak jak i ogród zaklęty dziś w kamień

 

tak jak i niebo nad niskim parterem

na którym wypatrywaliśmy tej jednej

mamo tato jest pierwsza gwiazdka

stół już spływał wigilijnym obrusem

 

a potem zabrał się z wami na wieczny odpoczynek

tamta uliczka przytuliła się do wiersza

co za szczęście że wskazała mi drogę

na dziś na jutro na zawsze

 

 


Drucik
(Tacie w 80. rocznicę wybuchu wojny)

 

W gimnazjum mówili na ciebie Drucik

szesnastoletni radiotelegrafisto na Bramie Krakowskiej

pierwszego września trzydziestego dziewiątego

w szkole lubiłeś zabawę radiostacją

ti ti ti – ta ta ta – ti ti ti 

 

za młody na strach nadlatujący z bezchmurnego nieba
(po twoich opowieściach wiem że taki błękit zabija)

bo przecież wojna potrwa najwyżej dwa tygodnie

bo przecież Anglia i Francja

bo przecież Jezus Maria

 

wtedy nie wiedziałeś

że Żyda można spalić w piecu
nie myślałeś o głodzie wrzodach i wszach

skąd miałeś wiedzieć szesnastoletni Druciku

że stenem można tak szybko

 

o leśnej bezdomności z baldachimem nieba

chroniącej na tymczasem

przed śmiercią nienawiścią i pogardą

co ci się tam śniło w zatęchłych ziemiankach

kiedy bajki i pieśni matki dawno zamilkły

 

albo w celi w Sztumie z gwoździem w ścianie na koszulę

w mokrym karcerze pod okiem wyzwoliciela w judaszu

gdy twoje dwadzieścia dwa lata urosły nagle

do niebotycznych rozmiarów starca

z przestrzeloną młodością

 

przeżyłeś pocerowany przez czas

szesnastoletni Druciku

resztę życia poskładałeś z miłości

i świątków których rzeźbiarze

dawno pomarli

 

ale pamięć nie miała krawcowej

wracała uparcie po stromych schodach

twojej starości

do końca

 


O świtaniu

 

Bądź – powiedziało okno

spuszczony ze smyczy mrok

skrył się pod stołem

 

dzień wszedł do pokoju

cienką smużką błękitu
z nutą rozrzewnienia na ścianie

pozwolił roztańczyć się półcieniom

 

dzień dobry ulico ziewająca

gasnącymi kręgami latarni

i wam drzewa bezlistne

windo z upartą melodią

wierszu z niewydarzoną puentą

 

i tobie lustro

z zaspanym spojrzeniem

które próbujesz mnie nauczyć

jesieni życia

 

 

Data wydarzenia: 
31.10.2020
Udostępnij: