Jesteś tutaj

Relacja z podróży w Góry Mackenzie

/
Data wydarzenia: 
30.11.2017
,
Godzina rozpoczęcia: 
17:00

Relacja z podróży w Góry Mackenzie

Rada Dzielnicy Brzeźno oraz Filia nr 16 zapraszają na spotkanie z podróżnikiem ekstremalnym Marcinem Gienieczko

Marcin Gienieczko dokonał podwójnego trawersu Gór Mackenzie jako pierwszy Polak i jeden z nielicznych na świecie.

Co Marcina motywowało? Jakiego sprzętu używał? Co w życiu jest ważne?

Zapraszamy do tej finalnej relacji.

 

Góry Mackenzie otacza surowy posmak przygody. Stanowi nieodłączną część świata nieprzyjaznego, choć pełnego majestatu. Świata, który daje szansę ludziom silnym, twardym, niezłomnym i nieustraszonym: poszukiwaczom złota, myśliwym, Indianom i Eskimosom. Przestrzeń tych stref, wyjąwszy rzadkie  i słabo zaludnione enklawy ludzkich siedzib, stanowi  królestwo pustki, samotności, ciszy, bezruchu i braku życia. Wielkim wrogiem jest zimno. Zimno którego nie potrafi sobie wyobrazić ten, kto go nie doświadczył. W styczniu temperatura spada poniżej 50 stopni. Lato jest krótkie, trwa zaledwie parę  tygodni.

 

Od 27 lipca do 8 września przez 44 dni Marcin Gienieczko przemierzył w stylu sportowym 990 km, z czego 610 km samotnie. Trasa wiodła od indiańskiego miasteczka Ross River do miasteczka Norman Wells nad rzeką Mackenzie. Po trzech dniach odpoczynku w Norman Wells, w trakcie których leczył ramiona poranione podczas przeprawy przez dziewicze rejony góry Blue Mountain, powrócił na szlak wraz z kolegą z Yellowknife- Rupertem Dook. Dotarli  do celu po 16 dniach intensywnego marszu. Dzienny dystans wynosił od 20km do 38km do stacji myśliwych przy granicy z Yukonem –Mila 222.

Był to podwójny trawers Gór Mackenzie na najdłuższym odcinku blisko 1000km, zrealizowany przez Polaka oraz jeden z nielicznych na świecie.

 

Oto relacja Marcina:

-Zdecydowałem się na takie długie przejście gdyż rozwiązaniem był specjalnie wykonany wózek, który służył mi do transportu żywności oraz sprzętu. Tym samym nie musiałem organizować  zrzutów żywności z samolotu lub helikoptera na tak dużym i wymagającym  terenie. Większość ludzi tak logistycznie to organizuje. Wędrując samotnie-pierwszy trawers z Ross River do Norman Wells  zrobiłem w 25 dni pokonując 610km. Wybrałem najtrudniejszy wariant przejścia, przez legendarną górę Blue Montain gdyż tylko to mnie interesowało. Założeniem projektu było najtrudniejsze przejście.

 

 

Zarówno mój kolega z Kanady Rupert Dook,  jak i mój  kartograf z którym współpracuję - Adam Wasilewski, namawiali mnie abym szedł doliną. Zdecydowałem się, że idę przez górę, która jest bardzo zdradliwa. Nie ma ścieżek, trzeba było na linie spuszczać plecak w dół w pewnych odcinkach. Przedzierać się przez gesty las i krzaki, często na granicy urwiska.  Jedna pomyłka i można  było spaść 200 metrów w dół. Wędrowałem w deszczu. Łatwo nie było.  Ale  czy w życiu trzeba szukać łatwych dróg? One nigdzie nas nie zaprowadzą.

Dlatego mimo ostrzeżeń, wybrałem trudniejszy wariant. Ponadto to było i jest oryginalne przejście gór Mackenzie. Trasę z Ross River do granicy z Yukonem potraktowałem jako  przygotowanie i rozgrzewkę przed dalszym przejściem gór Mackenzie . Od granicy z  Yukonem zaczęło się prawdziwe zmaganie ze sobą i przyrodą.

 

Pierwszy raz  zetknąłem się z  górami Mackenzie  w 2007 roku. Wówczas z powodu złego planowania i głębokiego śniegu oraz kontuzji mojego kolegi Macieja Majerskiego, nie zrealizowałem projektu.

 

W zamian powstał film:

https://www.youtube.com/watch?v=g7b8lN_h7SM

 

Po 10 latach od tamtego czasu, postanowiłem  zrealizować wielkie przejście. Dlaczego?

Bo moim celem  jest Biegun Południowy. Postanowiłem iść na Biegun od miejsca, gdzie 10 lat temu coś zostało przerwane. Postanowiłem czyścić wszystko na swojej drodze do Bieguna Południowego. Rodzinie powiedziałem - przejdę Góry Mackenzie, idę na Biegun, nie przejdę- rezygnuję z projektu. Teraz wiem, że mam zielone światło na Biegun Południowy.

 

Wracając do przejścia. W trakcie tej wyprawy musiałem "crossować" takie rzeki jak Ekwi River, Twitty River, Little Keele River oraz Carcajou River. Użyłem do tego ultra lekkiego pontonu, sprowadzonego specjalnie na tą wyprawę z USA.  Alpacka ważył zaledwie 3, kg. Z paczuszki o rozmiarach 23×61 cm szybko może zmienić się w wytrzymałą i zwrotną dmuchaną łódkę o długości 221 cm. Niektórzy idą na przejście gór Mackenzie z nadzieją, że los się uśmiechnie i nie zabierają pontonu. Niestety tak też zrobił mój partner. Za co później mnie przepraszał i żałował, że go nie zabrał – tłumaczył to oszczędnością w bagażu-tu każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie. W trakcie  powrotnego trawersu, Rupert ‘crossował’ rzekę  Little Keele River. Próbował parę razy. Niestety się nie udawało.  Powiedział-Marcin, na mila 36  byli myśliwi, którzy czyścili odcinki Canol. Wracam do nich. Nie dam rady bez pontonu, to był mój błąd, że ciebie nie posłuchałem - powtarzał. Usiedliśmy i szukaliśmy rozwiązania. Wiedziałem, że jak on zrezygnuje, ja zrezygnuję również, bo drugi trawers Canol miał być z partnerem. Ostatecznie namówiłem go aby poszukał płytkich odcinków koryta rzecznego . Po kilku godzinach walki, udało mu się ją przejść. Wcześniej przepłynął rzekę Carcajou wpław, czym mi bardzo zaimponował. Po jego  przejściu nadmuchałem swój ponton i przepłynąłem na drugą stronę, co też nie było łatwe, bo mały ponton na górskiej rzece zachowywał się jak piłka pingpongowa. Mało co się nie wywróciłem na  bystrzu klasy 2 plus. W 2016 roku na Little Keele River w trakcie przeprawy utopił się człowiek.

 

W 2008 roku w trakcie mojego 350km marszu-wówczas zrealizowałem niepełny trawers- rzeka również mnie porwała i ledwo się uratowałem. To jedna z najbardziej zdradliwych rzek w trakcie tego trawersu. Po przejściu samotnie 610 km, miałem tak „dobite” ramiona, że  pielęgniarka w niewielkim ośrodku zdrowia w Norman Wells, odradziła mi pokonanie drugiego trawersu. Wiedziałem, że muszę iść. To było silniejsze ode mnie. Chciałem zrealizować taki sam dystans,  jak na Biegun Północny czyli 960km. Chciałem  sprawdzić jak moja psychika to znosi -ból, cierpienie, wysiłek, samotność. Przeanalizować kwestie techniczne, np. spalanie benzyny itp. Pada często pytanie, jakie miałem buty? Super mocne Hanwag. Jednym z sekretów butów Hanwag jest podwójny szew, stosowany przez zaledwie kilku producentów na całym świecie. Sprawdzily się, zwłaszcza, że 40% marszu przez góry Mackenzie to marsz wodą-korytami rzek.

 

W eksploracji trzeba  być przewidującym i myślącym jak szachista. Rupert Dook w obecności pielęgniarek przeszedł szybkie szkolenie  w opatrywaniu moich ramion, Specjalne maści z antybiotykiem miały wysuszyć rany. Jeszcze kiedy wędrowałem samotnie,  pytał mnie kilka razy  czy  pójdę z nim. Obiecałem mu, więc nie mogłem ,,pęknąć” za sprawą ramion. Dałem słowo. A to ważniejsze niż wszystko inne. Więc to też mnie motywowało na drugi trawers. Było sporo zagrożeń, bo pielęgniarka powiedziała mi – „jeżeli dojdzie do zakażenia krwi, masz 24 godziny na to aby ciebie ściągnąć helikopterem z gór Mackenzie do ośrodka zdrowia, a później do szpitala”. O tym też został poinformowany Marcin Rojek, Polak mieszkający w Norman Wells, u którego zatrzymałem się aby odpocząć. Mimo to, zdecydowałem się na drugie przejście. Obawiałem się tego, bo otarcia w trakcie marszu to czasami ból nie do zniesienia. Przekonał się o tym podczas pierwszego trawersu Antarktydy doświadczony polarnik Borge Ousland. Z tego powodu musiał przerwać wielką ekspedycję. Wówczas pomyślałem-czy Biegun będzie łatwiejszy? Nie, zdecydowanie nie. Trzeba było więc podjąć to wyzwanie w łamaniu zasad i rozsądku. Rupert przygotował mi lepsze szelki. Obkleiliśmy szelki na wysokości moich ramion pianką, tak aby było najmniejsze tarcie w tym miejscu. Dodatkowo Rupert zrobił mi pas na głowę. Dzięki temu miałem częściowo odciążyć ramiona.  Mój plecak ważył 35 kg. W odróżnieniu od kolegi, niosłem dodatkowo ponton, wiosła, trzy nadajniki, tel satelitarny, pudełko na sprzęt elektroniczny, większy namiot itp. Pas, który odciążał częściowo ramiona, zakładałem na  głowę. Niczym Szerpa z Himalajów niosłem plecak. Przez  pierwsze 3 dni stosowałem to rozwiązanie. Pózniej  zaczęły boleć kręgi szyjne, więc zdecydowałem się na rozwiązanie pierwotne. Niemniej, to pomogło w początkowej fazie marszu powrotnego.

 

Parę słów o eksploracji: Czyli jak rozwiazywać sytuacje?

 

Amundsen do końca nie mówił, że pójdzie na Biegun Południowy, dopiero u wybrzeży Australii  poinformował świat zachodu faksem o zmianie planów. Jego założeniem miał być Biegun Północny, ale, że został zdobyty przez Roberta Peary (sukces amerykańskiego odkrywcy kwestionowano od samego początku), nie miał motywacji być drugim, wiec wybrał się na Południe. Jednak wiedział, że idzie wyprawa Scotta.. Kiedy  Scott się o tym dowiedział, puściły mu nerwy i powiedział- a to przebiegły łotr...

 

Inny przykład;  Scott wybiera się na Biegun Południowy z kucykami...... a Amundsen z psami z Grenlandii.  Psy z grubą sierścią  mogą iść w głębokim śniegu,  słabsze psy mogą być zjedzone przez silniejsze... i większa możliwość przetrwania...Sa to przykłady rywalizacji i rozwiazywania róznych logistycznych problemów.

 

Tutaj  w płn Kanadzie to przyroda rządzi, wyznacza kierunek działania. Może się zdarzyć tak, że po 3 dniach opadów deszczu, poziom wód podniesie się na tyle, że nie można crosować rzeki.... i co robić? Czekać?, ryzykować?.. można  próbować przejść, woda może porwać plecak i koniec....

 

Ta część świata nie lubi myślenia  ,,jakoś tam będzie”…To nie ten region eksploracji. Ziemia Północy lubi ludzi przewidujących, chociaż wszystkiego w  przygodzie nie da się zaplanować. To fakt.

 

W trakcie wyprawy, a myślę tu o drugim trawersie, odnalazłem swój wózek, który pozostawiłem przy rzece Twitty River. To znacznie przyspieszyło marsz. Moje zdarte ramiona mogły w końcu zacząć się regenerować. Było też spotkanie z niedźwiedziem gryzzli koło rzeki Godlin River. Najdłuższy dystans w trakcie dnia, zrobiliśmy od osady Godlin River do przełęczy Caribu Pass-38km w 12 godzin. Jednocześnie 6 -krotnie „crossowaliśmy” rzekę Ekwi River. Po przejściu tego odcinka, marsz był już zdecydowanie łatwiejszy. 380km pokonaliśmy w  trakcie drugiego trawersu  w 16 dni.

Łącznie przeszedłem 990km plus 10km przeprawy przez rzekę Mackenzie - około 1000km zrealizowanego wyzwania. 

Data wydarzenia: 
30.11.2017
Godzina rozpoczęcia: 
17:00
Udostępnij: